środa, 25 listopada 2009

przez żołądek......

Kiedy w wieku fifty and over przestają być istotne dla współpartnerów kryteria genetyczne, bo potomstwa raczej się nie planuje, często trudność sprawia ustalenie właściwie czego można oczekiwać od potencjalnego partnera. Bo to, co ważne w młodości, później wydaje się być marginalne.....

Zadziwiają mnie kobiety, które ustawiają wysoko poprzeczkę i mają podobne wymagania, jak w wieku lat dwudziestu kilku, że ma być wspaniały, mądry, szalony, zasobny i intrygujący a nade wszystko przystojny.
Ja raczej jestem zwolenniczką dogłębnego spojrzenia w lustro. Ile procent z nas ma szansę wyglądać jak nie przymierzając Joan Collins czy Jane Fonda. Konkurować z całą rzeszą młodych i jędrnych ciałek....Fakt, teraz i tamte panie są już raczej zmurszałymi staruszkami. Ostatnio nawet zaskoczył mnie widok pomarszczonej Małgorzaty Braunek w „Domu nad rozlewiskiem”. Sypanie się jest niestety integralnie związane z upływem czasu. I nie ma na to rady, pomimo ton kremu wklepywanego, godzin na siłowni, botoxu czy spa.

Jedna z moich przyjaciółek swego czasu uznawała, że starsi faceci są nudni. Przewidywalni. Z młodymi jest o czym pogadać, są prężni intelektualnie. To prawda, ale jakie my jesteśmy, widziane z perspektywy niejednokrotnie równie bezkrytycznych facetów?
Zbyt duże mniemanie o własnej urodzie, omnipotencji i możliwościach powoduje frustracje.

Ale czy murszejąc, nie mamy prawa do radości? Jeśli odpowiednio ustawimy kryteria co ma nam sprawiać radość, to czemu nie. Nie będziemy skazane na nieudacznika czy bambosza jeśli tego nie chcemy, bo intelekt się nie starzeje, tak jak ciało....dopóki nie dopadnie skleroza. Wiele babek po 50 a nawet młodszych uważa, że ciąg dalszy ich życia będzie beznadziejny, bo co dobre już przeżyło...moje zaprzyjaźnione samotne koleżanki często nie widzą, że życie może być inne niż dotychczas, dlatego trwają na smutnej kontestacji, że tak się stało to tak musi być. Przestają zwykle się rozwijać. Podziwiam babki, które potrafią w wielu ok. 50 studiować. Mam taką w otoczeniu. Odróżnia się pozytywnie od zgnuśniałej większości....

Kontemplując uroki życia stwierdziłam, że miłym zaskoczeniem było stwierdzenie, że facet może umieć gotować! Nigdy nie rozpatrywałabym kandydata pod tym kątem, ale umiejętność gotowania przez Janka jest czymś cudownym. W pewnym wieku nie ma potrzeby katowania się dietą, raczej ważna jest umiejętność dobrego ustawienia nawyków żywnościowych . Bo laską jak się nie było to i tak się nie będzie....

Teraz delektujemy się jego znakomitym sosem do spaghetti, naleśniczkami, które się nie rwą i nie rozłażą (dalibóg, zawsze miałam z tym problemy), peklowanym i pieczonym mięsem indyczym czy pieczonym boczkiem, do dziś pamiętam jak fachowo nakłuwał i wstrzykiwał roztwór soli...Ciast zwykle nie piecze, ale zupki robi znakomite, wie ile czego dodawać. Do tego nie używa za dużo tłuszczu, zbiera go z zup, czego nigdy nie robiłam, nauczył mnie tego. Staramy się nie używać wieprzowiny. Robi sałatki z łososiem, owocami morza. Do tego to lubi.
W dzisiejszej Polityce przeczytałam, jak gotowanie zmieniło małpy w ludzi. Jest to przewrotne twierdzenie, ale antropolog Richard Wrangham twierdzi, że ludzie są jedynym gatunkiem, który potrafi jeść wspólnie w spokoju nie wyrywając sobie żarcia. Rozbawił mnie też fragment, że wśród ludu Tiwi na wyspach koło Australii, pierwsze małżeństwa faceci zawierają z kobietami starszymi, niejednokrotnie w wieku menopauzalnym. I są szczęśliwi, że wreszcie ich kto ma nakarmić. Spłodzić dziecko mogą z kimś innym. A zdradą jest, gdy kobieta nakarmi innego a nie z kimś innym się prześpi. Widać coś w tym jest....:

0 komentarze:

Prześlij komentarz