niedziela, 31 stycznia 2010

cień przeszłości....

Zawsze, gdy zdarza nam się wiązanie z kimś z przeszłością, nie zdajemy sobie sprawy w jaki sposób może ona wpływać na teraźniejszość....
Ja mam sytuację na tyle klarowną, że nie ma u mnie upiorów przeszłości. W jakimś okresie udało mi się zamknąć przeszłość. Od wielu lat mogę tworzyć historię własnego życia bez obciążeń i kompleksów....
U mojego przyjaciela sprawa wygląda zgoła inaczej.
Pytanie czy ludzie potrafią pogodzić się z tym, że czasem w życiu się nie udaje? Że próba mszczenia się za własne niepowodzenia i odgrywania na dziecku może je tylko okaleczyć....

Ludzie dobierają się czasem w przewrotny sposób. Czasem to nie wypala.
W cywilizowanych społeczeństwach ludzie się rozstają w sposób – cywilizowany. Dziecko może mieszkać trochę z matką i trochę z ojcem. Są rozbudowane instytucje mediacji rodzinnych, sprawujące nadzór nad dobrem dziecka. U nas często gra się dzieckiem, sady rodzinne bywają nieobiektywne.
Bardzo współczuję Jankowi.
Pomagam mu jak mogę.
Chciałabym aby ona zrozumiała, że aby dziecko normalnie się rozwijało nie tylko się bierze pieniądze, ale pozwala spotykać się z ojcem. Ale ona nie zrozumie, zaślepiona nienawiścią i złością.
Nie mnie oceniać, czemu im się nie udało. Ale pytałam jego, czy nie powinien rozważyć opcji powrotu do rodziny. Nie brał tego pod uwagę a wkrótce zorientowałam się, dlaczego....

Niedługo minie druga rocznica jak jesteśmy razem, prowadzimy sobie spokojne życie, unikamy stresów.... On zamknąłby przeszłość, ale chce mieć kontakt z synem. Normalny.
Czy to się zmieni? Na razie walczy o bycie ojcem. W Polsce są na to małe szanse.....

środa, 20 stycznia 2010

konkurs

Zawsze z pewnym zaciekawieniem czytam opowiadania uczestników konkursu MyDwoje na szczęśliwą parę. To prawda, że w pierwszej edycji startowałam razem a Jankiem. Dostaliśmy nagrody i stałam się miłośniczką tego portalu, choć w zasadzie z usług nie muszę już korzystać....
Ale próbuję wyłowić z tych opowiadań co skłania ludzi do tego, że udaje im się stworzyć związek. Wirtualne znajomości zwykle są postrzegane jako ostatnia szansa dla różnej maści dziwolągów, którzy w normalny sposób nie mogą sobie znaleźć znajomych. Wiele się słyszy o naciągaczach matrymonialnych, niewiernych łowców serc niewieścich, czasem majątków. Zwykle dylematem ludzi, którzy poznali kogoś w sieci i opowiadają o tym w otoczeniu ( a ja opowiadałam), jest pytanie czy aby się nie boję. Bo przecież pisali, że może się zdarzyć, że taki gość wtargnie , da w łeb i zabierze wszystko, co mam.

Dlatego wśród moich wdów, rozwódek promocja według mnie całkiem sensownego sposobu poznawania się , jest dość utrudniona.

Natomiast podziwiam babki, które jednak potrafią obdarzyć zdrowym zaufaniem ludzi poznanych w sieci, kierując się rozsądkiem zachowując własne bezpieczeństwo ( bo faktem jest, że czasem bywa i tak, że trafi na oszołoma) i równocześnie stworzyć związek .
I naprawdę z wielkim podziwem czytałam wyznania laureatki tej edycji konkursu, niewidomej 37 latki. Naprawdę lamenty o samotności zdrowych i sprawnych osób są wydumane w obliczu prawdziwego nieszczęścia tej kobiety. A jednak zdobyła się na odwagę i zaryzykowała. Poznała faceta widzącego, zaufała mu, wzięli ślub. Pierwsza nagroda całkiem uzasadniona.

Nawet poprosiłam moje koleżanki z pracy, w zasadzie wszystkie były pod wrażeniem. Bo para w istocie rzeczy niebanalna.

Naprawdę zachęcam do lektury. Może więcej ludzi uwierzy, że może się los do nich uśmiechnąć jeśli da się mu szansę.

piątek, 15 stycznia 2010

nasza zima powszednia.....

Zimowe refleksje naszły mnie na temat czy dobre jest mieszkanie poza Warszawą? Otóż tak się składa, że Janek mieszka jakieś 30 km we własnym domku. Niestety domek wymaga remontu, jest mały. Aby zrobić remont musi trochę pieniędzy zebrać i dopełnić co nieco spraw formalnych. Ale jest dumny z tego, że uciekł z Warszawy.

Ludzie często marzą o własnym domku poza miastem. Sama też sobie cos takiego postawiłam. Ale mam zaplecze w Warszawie. Nie wyobrażam sobie jeszcze póki co dojazdów. Zwłaszcza zimą.

Ostatnie dni spowodowały, że zamarzła wodna instalacja w domu Janka. Odcięło mu wodę. I tak będzie do wiosny. Musiałby palnikiem sprawdzać gdzie w ziemi rura zamarzła. Ale musi tam mieszkać. Bo ma chałturę, psa i w ogóle ktoś musi tego pilnować. Niechby go nie było jakiś czas, znalazłby się jakiś amator cudzej własności. Dlatego też propozycja, aby sprowadził się do mnie, niestety nie może być zmaterializowana, nad czym ubolewam...

Do tego musi odśnieżać. Powiedziałam mu, że zasadniczo to może i dobrze, że robi coś, co go utrzymuje przy życiu we względnej sprawności. To nie jest niestety zbyt miłe zajęcie dla pana w wieku powyżej średniego. Ale wyboru nie ma, bo inaczej nie wjedzie samochodem na teren.

Piękny latem ogród stał się nieprzyjazny. Śnieg po kolana, psy mają frajdę, biegając po osnieżonych połaciach bez soli. Ku naszej radości tarzają się w śniegu.

Próby namawiania go na konwersję domu na domek letni na razie więc zawiesiłam. Czasem możemy się delektować spotkaniami, gdy akurat nie ma pracy. W nocy zapowiadają –15. Gdyby wyjechał na kilka dni z domu, chałupa wymarznie całkowicie. Włącza gaz na najmniejsze obroty ale to i tak nie pomaga. Z podłogi wkrada się wilgoć. Ciągnie od spodu.

Czasem myślę, że ludzie idealizują pewne rzeczy związane z mieszkaniem poza miastem. Fakt w lecie warto się wynieść z miasta. Ale na wsi zimą można po 15 jedynie wyć do księżyca, bo ciemno i nikogo wokół nie ma. Zastanawiam się, czy będę miała kiedyś na tyle siły, aby ogarnąć mój dom zimą? Sama napalić. Odśnieżyć?

Tak naprawdę zima w naszym kraju jest zawsze zaskoczeniem. Taki mieszkaniec domku powinien mieć śniegowce. Konia z rzędem, aby je kupić, nic podobnego sensownego na rynku nie ma, udało nam się dostać jakieś militarne buciki na po nartach, porządnych śniegowców nie wytropiliśmy.. Odśnieżania żadne normalne buty nie wytrzymają.

Do tego dochodzi konieczność zapewnienia sobie zaopatrzenia wcześniej, bo jak już mrozi, nie sposób jest zasuwać pod górę przez śniegi do sklepu. Jak nie odśnieżą, samochodem się nie podjedzie. Albo wyjedzie samochodem i nie będzie gdzie zaparkować pod sklepem.

Zapowiadają kolejne fale mrozów i opadów śniegu. Kibicuję Jankowi i czekam kiedy się złamie.......

piątek, 8 stycznia 2010

kto jest nudnym facetem.....

Rozmawialiśmy w pracy o definitywnym końcu świąt. U mnie się skończyły, gdy młodzi opuścili moje progi. Dwa ostatnie dramatyczne dni z ropną anginą Młodej, wizytami u członków mojej rodziny, których chyba podnieca cudzoziemski kandydat na mojego zięcia, wczorajszy rajzenfiber obojga przy wyjeździe do Brukseli już poza mną i wreszcie dzisiaj wolne.
Definitywny koniec świąt wiąże się z refleksjami jak bardzo uciążliwa potrafi być rodzina i celebrowanie świąt i jak to dobrze, że istnieje koniec tych imprez. Praca staje się znów przyjemnością. Odpisywanie klientom staje się bardziej fascynujące niż robienie kolejnego ciasta i sałatki. Ten koniec roku miałam wyjątkowo obfity w życie rodzinne i towarzyskie.

A może jestem już stara i lubię święty spokój? Więc wolę facetów nudnych?????
Pomyślałam o moim kandydacie na zięcia. To uporządkowany chłopak. Pewnie część ludzi mogłaby go uważać za nudnego.....
Mając lat nie przymierzając 50 z pewnym kawałkiem uważam, że faceci tak zwani rozrywkowi zwykle wpadają w nałogi, wierność jest u nich pojęciem wirtualnym i względnym, liczy się nade wszystko rozrywka i „życie ma się tylko jedno, więc...”. Takie typy dominowały w „warszawskim” życiu mojej córki, nawet wpadli teraz do mnie ją odwiedzić. Pewnie jestem takim zgredem, bo jednak uważam, że dobre życie można przeżyć właśnie z takim miśkiem, jak jej partner, człowiekiem, który wie, czego chce. I byłoby bardzo źle, gdyby to się rozpadło. Nie mam na to wpływu. Gdyby znów wróciła do różnej maściludzi tak zwanych wesołych o bliżej nieustalonej postawie życiowej, byłabym bardzo niepocieszona......

Gdy związałam się z Jankiem uświadomiłam sobie, że moim totalnym błędem było przez całe życie zadawanie się z introwertykami oraz ludźmi z tzw. fantazją i polotem. Bo uważałam ich właśnie za ludzi interesujących. Wieczne oczekiwanie na telefony od nich, ludzi, którzy mieli ogromne problemy z wyrażaniem uczuć, przypisywanie tym facetom cech, jakich oni nie mieli, tylko dlatego, że byli zabawni, dużo czytali i potrafili zainteresować swoimi opowieściami, chwile fantastyczne, ale zbyt rzadkie i ciągłe opowieści o strachu przed związkami i zdeklarowaniem się.....To były dusze towarzystwa, wspólne czytanie wierszy, ale brak konkretów....Gdy gadam teraz z takim dość ekstrawaganckim dawnym moim przyjacielem, widzę jak ta jego quasi fascynująca osobowość jest tylko przykrywką i uzasadnieniem dla jego totalnego bałaganu życiowego, nie radzeniem ze sobą, swoimi związkami, relacjami w pracy.....
Nie oznacza to, ze uważam Janka za nudziarza, przeciwnie, ma wiele do powiedzenia, co zresztą lubi. Ale de facto nie oferuje fruwania ponad poziomy, raczej konkretne i osadzone w realiach aspekty życia....
Choć też dostarcza mi wielu niespodzianek od czasu do czasu.......

poniedziałek, 4 stycznia 2010

przecież idzie karnawał......

Fajne są blogi singli w konkursie MyDwoje. Jak wiele ludzkich losów dotyka problem samotności, porzucenia, bólu ale i jak ludzie o tym potrafią pisać…..
Gdyby wiele samotnych osób sobie poczytało te blogi to zapewne by pomyślało, że nie są odosobnieni…..
Ja piszę swojego bloga, trochę rzadko, bo opisywanie swojego szcześcia, gdy się kogoś już znalazło, jest mało twórcze. Bo Janek jest dla mnie kimś absolutnie wyjątkowym, że świetne uczucie jest, gdy się ma z kimś gdzieś pójść, gdy ktoś zrobi imprezę, pomoże, zawiezie, doceni…..
Wczoraj rozmawiałam z kimś, kto skarżył mi się, że czuje się samotny. Kiedyś mi człowiek bliski, lecz wskutek różnych perturbacji z jego strony, nasz związek się rozpadł. Niemniej jednak pozostajemy w przyjaźni, czasem sobie pomagamy w różnych sprawach i Janek o nim wie.
Jak to trudno jest powiedzieć komuś, że naprawdę proste jest podjęcie walki z samotnością. Trzeba trochę zmian dokonać w samym sobie. Nie stawać na piedestał, ale też nie godzić się na bylejakość. Dostrzegać w drugim człowieku dobroć, o ile ją w sobie posiada. Ale też i nie tracić czasu, gdy zawodzi, gdy nie ma czasu zadzwonić, napisać, odezwać się, bo świadczy tylko o jednym. Że mu nie zależy. Nic na siłę.

Czasem myślę, że moje koleżanki mi zazdroszczą, że w takim wieku mam tyle szczęścia. Sama jestem szczęśliwa, czuję się spełniona, bo mam bratnią duszę przy sobie. Teraz, gdy przyjechała córka z pierwszym swoim chłopakiem – cudzoziemcem, Janek okazał mi wiele pomocy i serdeczności. Zorganizował przyjęcie dla rodziny. Wszystko zostało wręcz pochłonięte z zapałem i zebrał wyrazy uznania.

Tak sobie przypomniałam, czytając te blogi o moich samotnych Sylwestrach…de facto nigdy nie były one samotne. Bo zawsze znalazł się w moim otoczeniu ktoś, kto coś organizował, nawet na dwie, trzy pary. W gruncie rzeczy w ostatnich latach, ludzie z mojego pokolenia nie są roztańczonymi małolatami, zwykle imprezy były przy stole. Więc brak partnera nie rzucał się w oczy ani nie był argumentem przetargowym. Dość ryzykowną decyzję podjęłam jadąc trzy lata temu na Sylwestra z moim starym rokiem na studiach. Oczywiście wszyscy mężaci, żonaci, bądź z kochankami a ja jedna wylądowałam sama. Oczywiście, początkowo czułam się jak ofiara losu, ale miałam własny pokój, pokrojone serce po rozstaniu się z kimś, kto teraz mówi o swojej samotności…..w czasie imprezy bawiłam się rozmową raczej, ale nie narzekałam. Nie spotkałam się z wyrazami politowania czy wręcz litości, przeciwnie, ludzie raczej byli zaskoczeni moją odwagą. Bo przecież to, czy mam partnera nie stanowi o mojej wartości. Nie czyni mnie przez to lepszą.

Na pewno bardziej smutne są samotne Święta, jeśli nie ma się blisko życzliwej rodziny. to kilka dni, a równie podłe jest świętowanie, gdy ludzie z litości zapraszają. Zauważyłam, że o ile obcy ludzie są bardziej wyrozumiali i taktowni wobec osoby samotnej to w rodzinie na bank można liczyć na niedyskretne pytania i mimowolne dokuczanie. Ja jednak miałam tyle szczęścia, że miałam córkę. Zawsze byliśmy sobie bliskie. Święta były dla nas. Od lat któraś z nas przyjeżdżała, swego czasu ja a teraz ona. Więc okres bycia razem jest dla nas naprawdę wielkim świętem od lat. Teraz, gdy ma chłopaka „stamtąd” pewnie będą przyjeżdżali razem, ale mnie to nie martwi. To dobry człowiek, marzenie każdej teściowej…nawet in spe…..

Reasumując, nadszedł karnawał. Nie warto nienawidzić tego z powodu braku partnera. Nawet, jeśli się aktualnie nikogo nie ma, to przecież są zwykle jakieś życzliwe dusze wokół, co coś zorganizują. A nawet jak się nikogo nie pozna w trakcie imprezy, to i tak warto się zwyczajnie zabawić. Aby nie mówić potem, jak podła jest samotność……