środa, 10 lutego 2010

Walentynki...i co dalej....

Za kilka dni Walentynki i kiedyś uważałam je za idiotyczne święto. Tak samo beznadziejne jak i Haloween. Obce naszej tradycji. Irytowało mnie, sama koncepcja święta zakochanych była może dopuszczalna w wieku lat ok. 20 lub mniej, ale po 40! Pierwsze Walentynki obchodziłam gdy byłam sama. Wiedziałam, ze pies z kulawą nogą….dlatego też mnie tak irytowały.

Ale przeżyłam miłe rozczarowanie. Otóż kilku moich znajomych z sieci facetów do mnie napisało. Przesłali całkiem cieplutkie życzenia. Pewnie, że nie mogłam liczyć na randkę i wielkie wyznania miłosne, ale doprawdy to zrobiło się całkiem przyjemne.
Pewnie jest to dzień, kiedy człowiek bardziej przeżywa swoją samotność i opuszczenie, widząc radosne zwykle młode parki i jak mu przykro jest, gdy uświadomi sobie, że pewnie już mu się nigdy nic takiego już nie trafi, czas jest bezlitosny…..

Czy kiedyś pomyślałam, że będę się cieszyła na ten dzień. Ależ owszem, nastąpiło to stosunkowo szybko. Gdy wygraliśmy z Jankiem konkurs My Dwoje, no nie pierwsze miejsce, ale jedną z nagród był talon na wizytę w wybranym lokalu. Wymyśliliśmy, ze nagrodę odbierzemy w Walentynki. Do tego zabraliśmy ze sobą nasze dwie przyjaciółki.
Super wyżerka w Kompanii Piwnej, kupa śmiechu i wspominania, jak się poznaliśmy i polubiliśmy…..Janek w tym roku też pomyślał o Kompanii.
Mam trochę mieszane uczucia. Czy na pewno powinniśmy raczyć się golonką wielką jak stodoła na dwie osoby? ….Ale też i magia wspomnień działa, kto wie, czy się nie wybierzemy….ale jeszcze stolika nie zarezerwowałam.

Bo jest jeszcze druga koncepcja czekolady w Wilanowie. to łakomstwo, ale taka na przykład biała czekolada to pychota, którą uwielbiam.

Na pewno na coś się zdecydujemy. A może będziemy całkiem inaczej Walentynki obchodzić?
W każdym razie na pewno będzie to miły dzień, przynajmniej będziemy go chcieli takim zachować.

Konkurs na blogi My Dwoje też się rozstrzyga….prawdę mówiąc wybór jest trudny. Część rokujących blogerów zrezygnowała. Niektóre zaczynają dopiero rozpościerać skrzydła. Ja uważam, że blog jest formą żywą i potrafi też zamierać. Jeszcze nie dałam głosu na żaden, czekam. Ale mam swoich faworytów.

Tak naprawdę to brakuje mi w tych blogach odrobiny radości i poczucia humoru. Czy szukanie w sieci partnera jest zajęciem katorżniczym? Sama miałam wiele ubawu, spotkania z nieznajomymi, czasem nieudane, traktowałam zawsze jako coś nowego, co mi się przytrafiło, nowe, obiecujące doświadczenie. Zawsze uważałam, że fajną rzeczą jest możliwość dotarcia do ludzi, którzy z moimi dość ponurymi doświadczeniami nie wiele mieli wspólnego a ich zaleta jest, że są nowi i muszą się starać.

I prawdą jest, że gdy spotyka się tego właściwego…od razu wiadomo, że to ten. No może nie od razu, ale dość szybko. Ale czy koniecznie trzeba poznawać zaraz kogoś na resztę życia?