wtorek, 24 listopada 2009

Zdjęcia...czy wklejać i jakie....

Dziś ciąg dalszy historii wirtualnych „podrywów”. Amorweb dość szybko zakończył żywot, pojawiły się pierwsze strony randkowe na portalach. Zaczęły być ogromną konkurencją, takie bazy danych pojawiły się na stronach Interii, Wirtualnej Polski a na końcu chyba w Onecie. Strona Onetu chyba uzyskała największy rozgłos, jako Sympatia jest do dziś ogromną bazą danych. Walorem tej strony jest olbrzymi zasięg i faktycznie zdeklasowała ona przeciwników ilością ludzi, którzy dziennie mogą ją obejrzeć. Co również jest jej absolutną wadą, ale o tym później..

Jako zjawisko marginalne pojawiła się e-randka, jakaś podstrona firmy, która zajmowała się …sprzedażą i wyposażaniem szpitali w sprzęt informatyczny i komputery. Ale o dziwo, z tejże e-randki udało mi się wyłowić całkiem ciekawych ludzi, jeszcze ciągle były to czasy, kiedy panowie absolutnie zdominowali strony randkowe. Funkcjonowały również kluby e-randki, dla mnie to było wręcz zadziwiające, bo to raczej była strona niszowa.
Również w e-randce nie było możliwości wklejania zdjęć. I z tych czasów rekrutowały się dowcipy na temat poznawania się w sieci ludzi kompletnie do siebie nie pasujących, nie było możliwości weryfikacji na etapie poznawania się – właśnie z powodu braku zdjęć. Zresztą tak naprawdę w naszej obyczajowości trudno było na początku zdecydować się na umieszczenie zdjęcia, no bo jeszcze ktoś z pracy znajdzie….

Umieszczanie zdjęcia na swojej stronie to pewna decyzja, która powoduje wystawienie się na widok publiczny i przyznanie się: tak , jestem samotny/a, poszukuję kogoś do towarzystwa, chcę kogoś poznać. W naszej obyczajowości nie jest to do końca akceptowane. Młodzież oglądająca zdjęcie nauczycielki – wręcz były programy, piętnujące to, że nie wypada….. Choć na zagranicznych stronach można było spotkać zdjęcia i nikt się tym nie przejmował, to u nas był to temat tabu. Długo się wahałam, czy zgodzić się na umieszczenie swojej fotki zdjęcia, spodziewając się nieprzychylnych reakcji. Ale w końcu stało się to kanonem, do dziś pisze się często, że na oferty bez zdjęcia nie odpowiadam.

Siłą – a zarazem słabością Sympatii była możliwość nieograniczonego przeglądania zdjęć. Z jednej strony morze ofert. Z drugiej jak na targu, „towar” leżał i cały czas był do wglądu. W końcu jest fotoshop i „kaszalota” zawsze można było przerobić się na „Barbie”. Umieszczało się zdjęcia siostry, swoje sprzed lat, co więcej sporo ludzi tek do tej pory robi a moderator wywalał jak umieści zdjęcie swojego psa.
Jak dopięło się swego, zawsze można było wrócić do katalogu i szukanie zacząć od nowa.

W My Dwoje już nie każdy może ot tak sobie oglądać wszystkich. Zezwolenie na oglądanie zdjęcia uważam za dobre posunięcie. Wizerunek własny to dobro osobiste. Jeśli dana osoba pasuje, fakt, warto wiedzieć jak wygląda. Ale niekoniecznie wcześniej....

Przyznaję jednak, że będąc „czterdziechą” nigdy nie spotkałam się z nieprzyjemnymi incydentami i komentarzami pod adresem mojego wyglądu. Oczywiście nie zawsze znajomość była kontynuowana, zresztą to należy wkalkulować sobie w koszty. W końcu nie każdy musi się podobać wszystkim. Własna, dobrze pojęta samoocena pozwala na przyjmowanie takich porażek, że komuś się nie podoba wygląd, jako rzecz całkowicie normalną…….

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz