poniedziałek, 9 listopada 2009

żywot nomadów....

W naszej historii ogromną rolę odgrywa podróżowanie. I to wcale nie takie, które wiąże się z przygodami. Prowadzimy życie nomadów, poruszając się pomiędzy trzema domami.
W pewnym wieku zwykle zanika problem mieszkaniowy. Dzieci wychodzą z domu...zostajemy sami i przestajemy się dręczyć czymś, co zatruwało wiele lat życia w socjalizmie realnym....kiedy własne M....

Nie przypuszczałam, że kiedykolwiek będzie mnie stać zapewnić córce mieszkanie, więc aby mieć jakąś perspektywę na spokój po przejściu na emeryturę, zaczęłam sobie budować a właściwie przebudowywać dom, chałupkę wiejską jakieś 40 km od Warszawy. Nie miałam pojęcia, że pojawi się ktoś taki w moim życiu jak Janek. Raczej spodziewałam się samotnego trybu życia, przy względnej swobodzie, możliwości zapraszania przyjaciół do mojego domu, kilku psów oraz ciszy i przyrody wokół....

Okazało się, że Janek ma swój domek niedaleko, jakieś 10 km od mojego. To z jednej strony było cudowne, póki zimno, mogłam przebywać u niego i tylko wpadać na ranczo i coś tam robić. Okazało się potem, że miałam już zdecydowanie za mało czasu na wizyty u siebie. W tym czasie roboty szły pełną parą, schody, tynki i wykańczanie strychu, wilgoć, pył..... Z drugiej strony poczuwałam się również angażować się na jego działce. I okazuje się, że tak naprawdę weekendy stały się wyścigiem z czasem, którą działkę i dom uda się bardziej zaniedbać.....Nagle stałam się rezydentką trzech mieszkań i dwóch działek.

Mój ojciec, który po śmierci mamy ożenił się ponownie po kilku latach, ma też podobny problem. Ma mieszkanie w Warszawie, jego żona domek na wsi. Oni oboje są emerytami, więc sprawa jest prosta, pół roku mieszkają u niej, gdy jest ciepło, w zimnej porze roku siedzą w Warszawie, przy okazji wynajmując pokój dziewczynom z miejscowości jego żony i jakoś się dogadują.

My, ze względu na to, że pracujemy, nie bardzo możemy jednoznacznie się zdeklarować, co do miejsca zamieszkania. Dojazd od Janka do mojej firmy zajmowałby mi zbyt wiele czasu, on z kolei ma pracę na miejscu, co jest naprawdę wielkim bonusem, bo dochodzi do niej 10 minut na piechotę. Tak czy owak nie ma prostych rozwiązań na dzień dzisiejszy. Wiec jak nomadowie wleczemy każdy weekend torby albo w jedną albo w drugą stronę…..

Teraz jest zimno, trochę za zimno na moją działkę. Siedzimy więc, jak uda się, w moim warszawskim mieszkaniu, Janek delektuje się, że nie musi palić w piecu. Jesień na działce jest czasem dołująca, w środku dnia już noc.... W środę tak czy owak znów jazda na rekonesans, jak wygląda teren. Bo po prostu nie umiemy już prowadzić osiadłego życia….

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz