piątek, 6 listopada 2009

z przeszłości......

W moim drugim blogu pisałam swego czasu na temat ludzi, których poznawałam na innych portalach. Zanim poznałam Janka, próbowałam sił w różnych miejscach. Portali było dostatek. I prezentowały się na nich różne kwiatki.
W listopadzie roku 2007 a więc kilka miesięcy przed poznaniem Janka tak pisałam o pewnym facecie ;

Ustaliłam też z sobą samą, że pobuszuję w sieci w celu znalezienia faceta. Robię to z jednej strony dla draki a z drugiej robię ankietę marketingową. Chcę znać własną pozycję „na rynku” i stworzyć jakiś profil oczekiwań, czego można się spodziewać. O co ludziom w zasadzie chodzi i czemu są sami.

Pisałam wczoraj w pracy, w międzyczasie listy do pewnego jegomościa, chyba całkiem miłego faceta, w moim wieku, trochę misiowatego. Nie jest on co prawda erotomanem gawędziarzem, to jest raczej domena młodych pistoletów około 30, gnębiących babki w moim wieku. Jest za to wirtualnym spamerem. To już drugi taki przypadek mi znany.

A więc zjawisko się upowszechnia.

Misiek przesłał mi całe mnóstwo swoich zdjęć. Wczoraj dostałam chyba z 5 listów od niego z całą porcją fotek w różnych konfiguracjach. Łazi po górach, więc fotki były głownie z gór w kraciastych koszulach i majtkach na trzy czwarte. Za chwilę przesłał mi kilka mp3 a pod koniec dnia dostałam jakiś filmik, który zresztą widziałam gdzieś w sieci sto lat temu. On również dostał moje zdjęcia, ale ja takie rzeczy robię dość powściągliwie. Wieczorem dosłałam mu kilka fotek z żagli, domku, psów i takie inne. Ale nie wiem, czy z tej mąki będzie chleb. Jemu chyba chodziło raczej o autoprezentację i zaspokojenie narcystycznych potrzeb admiracji. Fakt, miły był, ale tak naprawdę podał niewiele, praktycznie zero informacji. Zobaczymy, co będzie dalej. O postępach będę informować na bieżąco.

W ogóle nie rozumiem takich spamerów o co im w zasadzie chodzi. Żeby wywołać uśmiech na czyjejś twarzy, trzeba znać poczucie humoru delikwenta a to wymaga jednak bliższego poznania i raczej osobistego.

Ja bardzo rzadko przesyłam ludziom duże pliki, z reguły mp3 przesyłam w wyjątkowych wypadkach. A już przesyłanie filmów budzi moją prawdziwą irytację. Niby teraz nie ma problemów z pocztą, skrzynki są duże, ale i tak ściągam potem jakiś shit, który średnio mi pasuje. Słanie takich rzeczy na dzień dobry może tylko wkurzać.

Pisanie w ogóle nie jest mocną stroną facetów. Rzadko dostaję więcej niż jeden, pierwszy list z sensem. Pewnie kopiują go z jakiegoś poradnika. A drugi to już zazwyczaj totalna kaszana, facet nie ma zwykle nic do powiedzenia.

Mnie, na logikę się wydaje, że gdy ludzie zawierają znajomość w sieci to chyba powinno ich wiele interesować. Często spotykam się z tekstem typu - jeśli coś chcesz wiedzieć to śmiało pytaj, odpowiem na wszystkie pytania. Gdybym spytała tak na serio co było przyczyną rozwodu z żoną, czy często się kłóciłeś z nią przedtem, dlaczego odeszła, jaki nałóg sobą prezentujesz, czy umiesz się pogodzić z tym, że jej nie ma i jesteś gotowy rozpocząć nowe życie bez wleczenia smrodu przeszłości i czy wybaczyłeś jej, że od ciebie odeszła - to zapewne jedne z drugim by się obraził. Ale miałoby to jakiś sens.

Kiedyś facet mnie zapytał, czy palę i czy modlę się często. Zaskoczyło mnie to, może miał palącą dewotkę za towarzyszkę? Ale odpowiedziałam uczciwie. Nie nadawaliśmy na tych samych falach pomimo mojej raczej umiarkowanej skłonności do picia i braku skłonności do codziennego modlenia się.

Kiedyś, gdy sieć raczkowała, zwykle ludzie szybko dążyli do spotkania się w świecie realnym. Bo w ten sposób można było wyeliminować pomyłki. Przyznam, że nigdy nie doznałam afrontu przy takiej konfrontacji, choć czasem zdarzało się, że tylko pogadaliśmy sobie i więcej się nie widzieliśmy. W końcu nie każdy musi się podobać wszystkim....

Teraz często rozciąga się w czasie jakaś długaśna korespondencja. Albo też zaprasza się do łóżka i to natychmiast, prosi zaraz o telefon, albo też jest ględzenie, ptaszki, robaczki, obrazki Anny Geddes (nie znosze tych tłustych niemowlaków na kwiatuszkach i w koszyczkach), krótkie filmy jak ze „śmiechu warte" albo jak to zabili go i uciekł. Oraz często teksty pouczające...Nie wiem, czemu to ma służyć, takie hodowanie bytu wirtualnego. Strach przed spotkaniem? Brak odwagi aby napisać ładnie odmowę? Chyba lepiej „raz kozie śmierć"- przynajmniej według mnie.

Oczywiście znajomość z misiaczkiem nie wypaliła, czego można było się spodziewać.....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz