poniedziałek, 4 stycznia 2010

przecież idzie karnawał......

Fajne są blogi singli w konkursie MyDwoje. Jak wiele ludzkich losów dotyka problem samotności, porzucenia, bólu ale i jak ludzie o tym potrafią pisać…..
Gdyby wiele samotnych osób sobie poczytało te blogi to zapewne by pomyślało, że nie są odosobnieni…..
Ja piszę swojego bloga, trochę rzadko, bo opisywanie swojego szcześcia, gdy się kogoś już znalazło, jest mało twórcze. Bo Janek jest dla mnie kimś absolutnie wyjątkowym, że świetne uczucie jest, gdy się ma z kimś gdzieś pójść, gdy ktoś zrobi imprezę, pomoże, zawiezie, doceni…..
Wczoraj rozmawiałam z kimś, kto skarżył mi się, że czuje się samotny. Kiedyś mi człowiek bliski, lecz wskutek różnych perturbacji z jego strony, nasz związek się rozpadł. Niemniej jednak pozostajemy w przyjaźni, czasem sobie pomagamy w różnych sprawach i Janek o nim wie.
Jak to trudno jest powiedzieć komuś, że naprawdę proste jest podjęcie walki z samotnością. Trzeba trochę zmian dokonać w samym sobie. Nie stawać na piedestał, ale też nie godzić się na bylejakość. Dostrzegać w drugim człowieku dobroć, o ile ją w sobie posiada. Ale też i nie tracić czasu, gdy zawodzi, gdy nie ma czasu zadzwonić, napisać, odezwać się, bo świadczy tylko o jednym. Że mu nie zależy. Nic na siłę.

Czasem myślę, że moje koleżanki mi zazdroszczą, że w takim wieku mam tyle szczęścia. Sama jestem szczęśliwa, czuję się spełniona, bo mam bratnią duszę przy sobie. Teraz, gdy przyjechała córka z pierwszym swoim chłopakiem – cudzoziemcem, Janek okazał mi wiele pomocy i serdeczności. Zorganizował przyjęcie dla rodziny. Wszystko zostało wręcz pochłonięte z zapałem i zebrał wyrazy uznania.

Tak sobie przypomniałam, czytając te blogi o moich samotnych Sylwestrach…de facto nigdy nie były one samotne. Bo zawsze znalazł się w moim otoczeniu ktoś, kto coś organizował, nawet na dwie, trzy pary. W gruncie rzeczy w ostatnich latach, ludzie z mojego pokolenia nie są roztańczonymi małolatami, zwykle imprezy były przy stole. Więc brak partnera nie rzucał się w oczy ani nie był argumentem przetargowym. Dość ryzykowną decyzję podjęłam jadąc trzy lata temu na Sylwestra z moim starym rokiem na studiach. Oczywiście wszyscy mężaci, żonaci, bądź z kochankami a ja jedna wylądowałam sama. Oczywiście, początkowo czułam się jak ofiara losu, ale miałam własny pokój, pokrojone serce po rozstaniu się z kimś, kto teraz mówi o swojej samotności…..w czasie imprezy bawiłam się rozmową raczej, ale nie narzekałam. Nie spotkałam się z wyrazami politowania czy wręcz litości, przeciwnie, ludzie raczej byli zaskoczeni moją odwagą. Bo przecież to, czy mam partnera nie stanowi o mojej wartości. Nie czyni mnie przez to lepszą.

Na pewno bardziej smutne są samotne Święta, jeśli nie ma się blisko życzliwej rodziny. to kilka dni, a równie podłe jest świętowanie, gdy ludzie z litości zapraszają. Zauważyłam, że o ile obcy ludzie są bardziej wyrozumiali i taktowni wobec osoby samotnej to w rodzinie na bank można liczyć na niedyskretne pytania i mimowolne dokuczanie. Ja jednak miałam tyle szczęścia, że miałam córkę. Zawsze byliśmy sobie bliskie. Święta były dla nas. Od lat któraś z nas przyjeżdżała, swego czasu ja a teraz ona. Więc okres bycia razem jest dla nas naprawdę wielkim świętem od lat. Teraz, gdy ma chłopaka „stamtąd” pewnie będą przyjeżdżali razem, ale mnie to nie martwi. To dobry człowiek, marzenie każdej teściowej…nawet in spe…..

Reasumując, nadszedł karnawał. Nie warto nienawidzić tego z powodu braku partnera. Nawet, jeśli się aktualnie nikogo nie ma, to przecież są zwykle jakieś życzliwe dusze wokół, co coś zorganizują. A nawet jak się nikogo nie pozna w trakcie imprezy, to i tak warto się zwyczajnie zabawić. Aby nie mówić potem, jak podła jest samotność……

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz