Zawsze z pewnym zaciekawieniem czytam opowiadania uczestników konkursu MyDwoje na szczęśliwą parę. To prawda, że w pierwszej edycji startowałam razem a Jankiem. Dostaliśmy nagrody i stałam się miłośniczką tego portalu, choć w zasadzie z usług nie muszę już korzystać....
Ale próbuję wyłowić z tych opowiadań co skłania ludzi do tego, że udaje im się stworzyć związek. Wirtualne znajomości zwykle są postrzegane jako ostatnia szansa dla różnej maści dziwolągów, którzy w normalny sposób nie mogą sobie znaleźć znajomych. Wiele się słyszy o naciągaczach matrymonialnych, niewiernych łowców serc niewieścich, czasem majątków. Zwykle dylematem ludzi, którzy poznali kogoś w sieci i opowiadają o tym w otoczeniu ( a ja opowiadałam), jest pytanie czy aby się nie boję. Bo przecież pisali, że może się zdarzyć, że taki gość wtargnie , da w łeb i zabierze wszystko, co mam.
Dlatego wśród moich wdów, rozwódek promocja według mnie całkiem sensownego sposobu poznawania się , jest dość utrudniona.
Natomiast podziwiam babki, które jednak potrafią obdarzyć zdrowym zaufaniem ludzi poznanych w sieci, kierując się rozsądkiem zachowując własne bezpieczeństwo ( bo faktem jest, że czasem bywa i tak, że trafi na oszołoma) i równocześnie stworzyć związek .
I naprawdę z wielkim podziwem czytałam wyznania laureatki tej edycji konkursu, niewidomej 37 latki. Naprawdę lamenty o samotności zdrowych i sprawnych osób są wydumane w obliczu prawdziwego nieszczęścia tej kobiety. A jednak zdobyła się na odwagę i zaryzykowała. Poznała faceta widzącego, zaufała mu, wzięli ślub. Pierwsza nagroda całkiem uzasadniona.
Nawet poprosiłam moje koleżanki z pracy, w zasadzie wszystkie były pod wrażeniem. Bo para w istocie rzeczy niebanalna.
Naprawdę zachęcam do lektury. Może więcej ludzi uwierzy, że może się los do nich uśmiechnąć jeśli da się mu szansę.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz