Bilans roczny….nie pisałam w czasie świąt, natłok wrażeń, pracy i brak czasu nie pozwalały skupić się na siedzeniu przed komputerem…. Organizacja Wigilii była dość pracochłonna i gdyby nie pomoc Jasia, z całą pewnością nie byłoby tych wszystkich pyszności, jakie znalazły się na stole. Jego umiejętności, niezwykłe jak na faceta, spowodowały, że mogliśmy się pokusić na dania całkiem wyrafinowane.
Święta mieliśmy jednak zabiegane a to z uwagi na przyjazd naszych dzieci – emigrantów. Moja córka próbuje zaakceptować fakt, że w moim życiu jest ktoś na stałe. Że jest, mieszka, śpi w moim domu. Gdy była poprzednio, jeszcze bardziej Jasia ciągnęło do jego własnego domu. Teraz w zasadzie postanowił spędzać święta u mnie i nawet tam zaprosił swoich synów.
Wyobrażam sobie, że gdybyśmy nadal mieszkały same z córką, byłoby kłopotliwie. Bo ona niekoniecznie musi znosić faceta, który nie jest jej ojcem. Oni są dla siebie bardzo przyjaźni, Jasio robi jej śniadanka, gdy ja idę do pracy, gadają sobie całkiem sympatycznie. Wręcz pytałam się jej, jak układa się rano. Chyba nieźle, zastrzeżeń nie zgłaszała. Ale fakt, że czasem musimy pobyć obie ze sobą. Bez niego. Wiem, jaki to również problem, gdy mieszka się na stałe. Nawet jak dziecko jest dorosłe, pozostaje problem relacji matka-córka. Bo przecież nie będzie opowiadała mi o swoim nowo poznanym chłopaku i ich rozterkach uczuciowych, w obecności Janka.
Nieco inne układy ma Janek z synami. W ogóle relacje ojca z synami, synem są oparte na całkiem innych zasadach. Jego starszy syn, mieszkający i pracujący w Anglii, z całą pewnością nie zamierzał się dzielić z ojcem swoimi sprawami w związku, w ogóle o sobie nie dyskutowali. Raczej o faktach, motoryzacji, ma być wszystko poprawnie. Jak facet z facetem. Żadnych wynurzeń. Jak są problemy, konkretnie, bez analizy zdarzeń. Tacy są faceci…..
W Sylwestra przyjeżdża chłopak córki i będę pierwszy raz miała okazję go gościć. Jestem bardzo ciekawa, z czym przyjdzie mi się zmierzyć. Widziałam go kilkakrotnie na ekranie monitora, zamieniliśmy kilka zdawkowych pozdrowień. Ale jako matka oczywiście odczuwam niepokój, jak będzie on ja traktował? Chcą zamieszkać razem, planują przyszłość i nie wiadomo jak to będzie w praktyce. Czy różnice kulturowe Polska- Włochy są na tyle istotne, aby nie było problemów w komunikacji.
A powracając do bilansu, nasz 2009 był dobrym rokiem, wydaje się wszystko iść pomyślnie, oczywiście zdrowie i finanse zawsze mogłyby być lepsze. Niemniej jednak uważam, że jeśli nie ma się nadzwyczajnych wymagań od życia, można znaleźć w codzienności wiele zwykłego ludzkiego szczęścia. Naprawdę to wspaniałe, gdy wiem, że nie jestem sama. Nie pozostaję sama ze swoimi problemami, mogę Jankowi pomarudzić.
Zaglądam na konkurs naszego ulubionego portalu My Dwoje, który za kilka dni się kończy….. Szkoda, że jest tak mało par, które zwyczajnie chciałyby się w formie pisanej podzielić z innymi swoim szczęściem. Pewnie do końca konkursu coś ludzie jeszcze napiszą, perspektywa nagrody ich skusi. Ale tak naprawdę to wielka przyjemność, przynajmniej dla mnie, czytać o ludziach, którzy dali sobie szanse na drugie życie, wbrew wszystkiemu i to im się udało……..tego więc należy życzyć sobie w Nowym Roku, aby dać sobie szansę…..i aby wypaliło próbującym, przynajmniej tak jak nam…..
środa, 30 grudnia 2009
poniedziałek, 21 grudnia 2009
prezenty świąteczne:)
Nie przepadam za babskimi książkami, przedstawiającymi „dzielne kobiety”. Może dlatego, ze czasem mam wrażenie, że moje życie wcale nie jest gorsze a perypetie bohaterek z porzucającymi ich mężami, nowymi kochankami, trudnościami w adaptacji nie wydają mi się niczym nadzwyczajnym. Robienie z tego bestsellerów świadczy tylko o tym, jak bardzo lansuje się młodość, sukces, kasę, wyścig szczurów a takie normalne i bardzo często codzienne życie i nieodłączne z nim porażki, przedstawione jest jako wielkie odkrycie, że jest to w ogóle możliwe. Tak jak i związki w starszym wieku….
W wyświetlanym ostatnio serialu „Dom nad rozlewiskiem” na podstawie powieści M. Kalicińskiej jeden z bohaterów, Tomasz mówi o swoim związku z matką bohaterki:
Starzeję się. Osiadam. Tęsknię, jak jej nie ma. Z nią sam sobie wydaję się lepszy.
- Zamknij się, bo się pobeczę. Takich facetów nie ma!
- Jakich?
- Co by tak kochali, mimo wszystko. Teraz większość moich znajomych rozwodzi się, bo
faceci biznesmeni wymieniają sobie „stare kanapy na młodsze”.
- Bo są krótkowzroczni i głupi. Owszem, młode dupki są ładniutkie, luzackie i bardzo
obecnie przystępne, ale głupie strrrrasznie! Nic nie czytają, nic o życiu nie wiedzą, nie umieją
gotować i źle się z nimi milczy.
Zastanowiło mnie to głównie milczenie. Umiejętność milczenia we dwoje nie jest sprawą taką prostą. Milczy się czasem, gdy nie ma co się powiedzieć, gdy zewsząd zieje nuda, gdy powietrze jest ciężkie od braku włączonego telewizora….
My oboje jesteśmy gaduły. Rzadko zapada między nami chwila milczenia. Ale gdy zapada, nie jest to puste milczenie. On coś dłubie, ja też. To milczenie jest wymowne i oznacza to, że jesteśmy obok i nie odczuwamy potrzeby kontaktu za pomocą słów. Nie jesteśmy niepewni, co kto sobie może pomyśleć, nasze milczenie nie jest pełne obaw. Myślę, że potrafimy właśnie w taki dobry sposób milczeć.
Na dzień dzisiejszy martwię się o domek Jaśka, nie możemy być tak długo ze sobą jak byś my chcieli, bo musi on mieć włączony piec gazowy u siebie. Nie może go długo zostawiać bez nadzoru. A gdyby go wyłączył, jego chałupa przemarzłaby dokumentnie. Do tego jego szalony pies, który nie chce wejść do domu, musi dostać ciepłe żarcie. Nie ma żartów, tam temperatura spada do -20 stopni.
A teraz z innej beczki: przesyłanie paczek przez firmę kurierską. 18 grudnia nadawca czyli firma u której zakupiłam parę rzeczy na Allegro , kurierska firma GLS napisała, że przesyłka będzie dostarczona dnia następnego. Co prawda był to piątek, więc spodziewam się paczki dzisiaj. Można status paczki sprawdzić na stronie internetowej firmy. No i zajrzałam:
87649408833 2001 2009-12-21 7:12 Wejscie EPL 5100 1001 2009-12-18 21:24 Przejscie HUB NORMAL 1 5 2009-12-18 20:50 Dane od KK otrzymane 8700 4 2009-12-18 19:20 Skan kontrolny KK 8700
Z tego wynika, że dziś nastąpiło wejście EPL. Konia z rzędem temu, co zgadnie, co to jest. Po informację chcę poprosić konsultanta z infolinii. Po 15 minutach czekania już wiem. Status EPL to znaczy, że kurier nie podjął przesyłki. Mam nadzieję, że dziś to zrobi a prezenty wigilijne nie będą czekały do Nowego Roku:)…
W wyświetlanym ostatnio serialu „Dom nad rozlewiskiem” na podstawie powieści M. Kalicińskiej jeden z bohaterów, Tomasz mówi o swoim związku z matką bohaterki:
Starzeję się. Osiadam. Tęsknię, jak jej nie ma. Z nią sam sobie wydaję się lepszy.
- Zamknij się, bo się pobeczę. Takich facetów nie ma!
- Jakich?
- Co by tak kochali, mimo wszystko. Teraz większość moich znajomych rozwodzi się, bo
faceci biznesmeni wymieniają sobie „stare kanapy na młodsze”.
- Bo są krótkowzroczni i głupi. Owszem, młode dupki są ładniutkie, luzackie i bardzo
obecnie przystępne, ale głupie strrrrasznie! Nic nie czytają, nic o życiu nie wiedzą, nie umieją
gotować i źle się z nimi milczy.
Zastanowiło mnie to głównie milczenie. Umiejętność milczenia we dwoje nie jest sprawą taką prostą. Milczy się czasem, gdy nie ma co się powiedzieć, gdy zewsząd zieje nuda, gdy powietrze jest ciężkie od braku włączonego telewizora….
My oboje jesteśmy gaduły. Rzadko zapada między nami chwila milczenia. Ale gdy zapada, nie jest to puste milczenie. On coś dłubie, ja też. To milczenie jest wymowne i oznacza to, że jesteśmy obok i nie odczuwamy potrzeby kontaktu za pomocą słów. Nie jesteśmy niepewni, co kto sobie może pomyśleć, nasze milczenie nie jest pełne obaw. Myślę, że potrafimy właśnie w taki dobry sposób milczeć.
Na dzień dzisiejszy martwię się o domek Jaśka, nie możemy być tak długo ze sobą jak byś my chcieli, bo musi on mieć włączony piec gazowy u siebie. Nie może go długo zostawiać bez nadzoru. A gdyby go wyłączył, jego chałupa przemarzłaby dokumentnie. Do tego jego szalony pies, który nie chce wejść do domu, musi dostać ciepłe żarcie. Nie ma żartów, tam temperatura spada do -20 stopni.
A teraz z innej beczki: przesyłanie paczek przez firmę kurierską. 18 grudnia nadawca czyli firma u której zakupiłam parę rzeczy na Allegro , kurierska firma GLS napisała, że przesyłka będzie dostarczona dnia następnego. Co prawda był to piątek, więc spodziewam się paczki dzisiaj. Można status paczki sprawdzić na stronie internetowej firmy. No i zajrzałam:
87649408833 2001 2009-12-21 7:12 Wejscie EPL 5100 1001 2009-12-18 21:24 Przejscie HUB NORMAL 1 5 2009-12-18 20:50 Dane od KK otrzymane 8700 4 2009-12-18 19:20 Skan kontrolny KK 8700
Z tego wynika, że dziś nastąpiło wejście EPL. Konia z rzędem temu, co zgadnie, co to jest. Po informację chcę poprosić konsultanta z infolinii. Po 15 minutach czekania już wiem. Status EPL to znaczy, że kurier nie podjął przesyłki. Mam nadzieję, że dziś to zrobi a prezenty wigilijne nie będą czekały do Nowego Roku:)…
sobota, 19 grudnia 2009
bywa i tak....
Trochę zaniedbałam tego bloga, życie idzie zwyczajnie, w wielu firmach pod koniec roku rozliczenia, sprawozdania. U mnie też tak było, praktycznie od kilku dni dopiero czuję się wolna. Więc mogę korzystać z internetu bardziej rozrywkowo....
Nasze drugie święta razem z Jaskiem. Zdecydowałam się urządzić z tej okazji Wigilię. Jutro przylatuje moja córka.
Teraz zrobiłam sobie przerwę pomiędzy ciastem na pierogi. Bo zobowiązałam się, że na pracową Wigilię w poniedziałek zrobię pierogi z kapustą. Na domową też będzie potrzebne. I tak rozmyślam sobie o dwóch historiach, o których ostatnio słyszałam.
Pierwsza z nich z optymistycznym zakończeniem. Moja sąsiadka, osoba zapracowana, od wielu lat sama. Zawsze widziałam jak ciągnęła siaty, jeździła na rowerze po wodę, w soboty po warzywa. Ma dorosłe dzieci. Jedna z córek jest już mężatką z dziećmi. Druga kończy studia. I nagle a niespodziewanie spotkała na swojej drodze znajomość z czasów młodości. Uczucie rozkwitło z dnia na dzień. Zaczęłam widywać granatowego opla pod drzwiami klatki schodowej prawie codziennie. I któregoś dnia jechałam z nią w korku. Jechałyśmy długo i opowiedziała mi o swoim szczęściu.. Pogratulowałam jej, w święta zaręczają się. Wkrótce biorą ślub.
Druga smutna, znam oboje. Wydawałoby się, idealny związek. On schorowany, po ciężkich przejściach, traumatycznym rozwodzie. Ona od wielu lat sama. Teraz wyjechała z Warszawy i prowadzi schronisko. Było dobrze między nimi. Ona się o niego troszczyła, mierzyła ciśnienie. On jej pomagał w prowadzeniu firmy. Ale on jest uzależniony, niestety. Dlatego też rozpadło się jego małżeństwo. Związki z uzależnionymi są trudne, czasem wręcz niemożłiwe... Gdy się skrzyżowały ich drogi, wydawało się, że będzie to układ idealny. Ale niestety nie jest prosto zmienić się, gdy człowiekiem rządzą nałogi. Pił i znikał. Na tygodnie. A potem wracał, skruszony i smutny. W końcu ona miała dość. Teraz chyba oboje żałują, ale też trudno jest zrobić następny krok. Bo ona nie może mu obiecać, że będzie znosiła ciągi i ich konsekwencje a on nie potrafi obiecać, że nie zniknie....
Ale w cichości ducha marzę, aby na święta ich drogi się znów skrzyżowały, obojgu dobrze życzę..... i pewnie gdyby się zła passa odwróciła, on popracował nad sobą, byłoby to na pewno z korzyścią dla obojga....
Nasze drugie święta razem z Jaskiem. Zdecydowałam się urządzić z tej okazji Wigilię. Jutro przylatuje moja córka.
Teraz zrobiłam sobie przerwę pomiędzy ciastem na pierogi. Bo zobowiązałam się, że na pracową Wigilię w poniedziałek zrobię pierogi z kapustą. Na domową też będzie potrzebne. I tak rozmyślam sobie o dwóch historiach, o których ostatnio słyszałam.
Pierwsza z nich z optymistycznym zakończeniem. Moja sąsiadka, osoba zapracowana, od wielu lat sama. Zawsze widziałam jak ciągnęła siaty, jeździła na rowerze po wodę, w soboty po warzywa. Ma dorosłe dzieci. Jedna z córek jest już mężatką z dziećmi. Druga kończy studia. I nagle a niespodziewanie spotkała na swojej drodze znajomość z czasów młodości. Uczucie rozkwitło z dnia na dzień. Zaczęłam widywać granatowego opla pod drzwiami klatki schodowej prawie codziennie. I któregoś dnia jechałam z nią w korku. Jechałyśmy długo i opowiedziała mi o swoim szczęściu.. Pogratulowałam jej, w święta zaręczają się. Wkrótce biorą ślub.
Druga smutna, znam oboje. Wydawałoby się, idealny związek. On schorowany, po ciężkich przejściach, traumatycznym rozwodzie. Ona od wielu lat sama. Teraz wyjechała z Warszawy i prowadzi schronisko. Było dobrze między nimi. Ona się o niego troszczyła, mierzyła ciśnienie. On jej pomagał w prowadzeniu firmy. Ale on jest uzależniony, niestety. Dlatego też rozpadło się jego małżeństwo. Związki z uzależnionymi są trudne, czasem wręcz niemożłiwe... Gdy się skrzyżowały ich drogi, wydawało się, że będzie to układ idealny. Ale niestety nie jest prosto zmienić się, gdy człowiekiem rządzą nałogi. Pił i znikał. Na tygodnie. A potem wracał, skruszony i smutny. W końcu ona miała dość. Teraz chyba oboje żałują, ale też trudno jest zrobić następny krok. Bo ona nie może mu obiecać, że będzie znosiła ciągi i ich konsekwencje a on nie potrafi obiecać, że nie zniknie....
Ale w cichości ducha marzę, aby na święta ich drogi się znów skrzyżowały, obojgu dobrze życzę..... i pewnie gdyby się zła passa odwróciła, on popracował nad sobą, byłoby to na pewno z korzyścią dla obojga....
niedziela, 6 grudnia 2009
z dziećmi....
Nasze dzieci...Ludzie po 50 z reguły mają jakieś dzieci. Zwykle z poprzednich związków. My mamy razem czwórkę, ja jedną córkę a Janek 3 chłopców. Ułożenie sobie stosunków z dziećmi jest pewną sztuką.
W naszym wypadku dzieci już są dorosłe. Oprócz jednego małego synka. Trudno mi pisać o relacjach „sprzed” pomiędzy panami. Nie miałam kłopotów z tym, aby jego synowie traktowali mnie dobrze. Nawet maluszek, kiedyś Janek przywoził go od siebie do jego domu a po drodze spotkaliśmy się, przywitał się ze mną miło.
Jeden z jego synów mieszka za granicą. Podobnie jak moja córka. Rodzi to pewne problemy. Kiedyś myślałam, że będę bardzo cierpiała, gdy córka zechciałaby mnie opuścić. Wiedziałam, że samotność nie jest niczym przyjemnym, przez prawie 10 lat doświadczałam tego. Ale nigdy też nie myślałam, aby ją za wszelką cenę zatrzymać, gdy zachce dokonać innego wyboru.
Zawsze namawiałam ją do nauki języków. Ma zresztą talent w tym kierunku.
Kilka lat temu wyjechałyśmy razem na dwa lata. Uczyła się holenderskiego. Teraz mówi pięknie w tym języku, lubię słuchać jak radzi sobie, gdy gada siedząc w biurze do klientów.
Wyjechała na stypendium Sokratesa, potem zaczęła studiować sama, opłaciła sobie czesne. Teraz robi studia podyplomowe.
Uważam, że to, że radzi sobie sama jest wielkim szczęściem, również moim. Potrafi się utrzymać, opłaca swoje studia i mieszkanie. Teraz poznała chłopaka i wydaje mi się, że będzie dobrze i pozostaną ze sobą. Wiele mówi o nim dobrego. Są chyba szczęśliwi ze sobą, w Sylwestra go zobaczę, na razie widziałam go w kamerce.
Ale przecież ten blog nie jest po to, aby chwalić się dziećmi. Myślę, że mogłabym się podzielić moją koncepcją, co robić, aby zachowując radość ze swojego życia, nie zaniedbywać dziecka. I odwrotnie, żeby nie stać się niewolnikiem i zakładnikiem swojego dziecka.
Gdy zostałam sama, córka miała 16 lat. Wiek głupi, buntowniczy. Na wszystkich facetów reagowała dość alergicznie. Z perspektywy czasu nie mogę jej odmówić pewnej słuszności...hehe, żaden z facetów nie przetrwał próby czasu....
Zawsze chciałam być osobą niezależną, tak aby córka nie odczuwała tego, że ma jakiś moralny imperatyw, rezygnowania z własnego życia, aby zająć się matką. Znam takie układy samotna matka, z pretensjami i żalem do całego świata i córka, która po latach zostaje sama. Wszystko podporządkowuje swojej matce i zaniedbuje własne życie osobiste.
Ale to nie działa w dwie strony. Dziecko często czuje, że jest zagrożone, gdy matka próbuje sobie ułożyć życie z kimś. Nie aprobuje czasu, który spędza z partnerem. Wiem, jak bardzo to jest przykre, gdy trzeba udowadniać, że nie jest się wielbłądem. Do tego dziecko często ma własne preferencje. Wiele razy słyszałam: jak znosisz takiego egoistę, co to za palant.
Janka poznałam, gdy była już za granicą. Wcale na początku nie była zadowolona. Bywało różnie. Ale teraz, gdy poznała własnego chłopaka, zaczęła patrzeć na sprawy inaczej. Zrozumiała sama, że jak się przychodzi do domu i tam jest pusto to nie jest najprzyjemniejszy stan na świecie. Że istnieje ktoś, kto jest dla mnie dobry i może pewnie być też i z tego powodu spokojna...ale do tego wszystkiego dochodzi się z czasem. Do tego też, że ona zawsze będzie miała u mnie miejsce nie do zastąpienia....
W naszym wypadku dzieci już są dorosłe. Oprócz jednego małego synka. Trudno mi pisać o relacjach „sprzed” pomiędzy panami. Nie miałam kłopotów z tym, aby jego synowie traktowali mnie dobrze. Nawet maluszek, kiedyś Janek przywoził go od siebie do jego domu a po drodze spotkaliśmy się, przywitał się ze mną miło.
Jeden z jego synów mieszka za granicą. Podobnie jak moja córka. Rodzi to pewne problemy. Kiedyś myślałam, że będę bardzo cierpiała, gdy córka zechciałaby mnie opuścić. Wiedziałam, że samotność nie jest niczym przyjemnym, przez prawie 10 lat doświadczałam tego. Ale nigdy też nie myślałam, aby ją za wszelką cenę zatrzymać, gdy zachce dokonać innego wyboru.
Zawsze namawiałam ją do nauki języków. Ma zresztą talent w tym kierunku.
Kilka lat temu wyjechałyśmy razem na dwa lata. Uczyła się holenderskiego. Teraz mówi pięknie w tym języku, lubię słuchać jak radzi sobie, gdy gada siedząc w biurze do klientów.
Wyjechała na stypendium Sokratesa, potem zaczęła studiować sama, opłaciła sobie czesne. Teraz robi studia podyplomowe.
Uważam, że to, że radzi sobie sama jest wielkim szczęściem, również moim. Potrafi się utrzymać, opłaca swoje studia i mieszkanie. Teraz poznała chłopaka i wydaje mi się, że będzie dobrze i pozostaną ze sobą. Wiele mówi o nim dobrego. Są chyba szczęśliwi ze sobą, w Sylwestra go zobaczę, na razie widziałam go w kamerce.
Ale przecież ten blog nie jest po to, aby chwalić się dziećmi. Myślę, że mogłabym się podzielić moją koncepcją, co robić, aby zachowując radość ze swojego życia, nie zaniedbywać dziecka. I odwrotnie, żeby nie stać się niewolnikiem i zakładnikiem swojego dziecka.
Gdy zostałam sama, córka miała 16 lat. Wiek głupi, buntowniczy. Na wszystkich facetów reagowała dość alergicznie. Z perspektywy czasu nie mogę jej odmówić pewnej słuszności...hehe, żaden z facetów nie przetrwał próby czasu....
Zawsze chciałam być osobą niezależną, tak aby córka nie odczuwała tego, że ma jakiś moralny imperatyw, rezygnowania z własnego życia, aby zająć się matką. Znam takie układy samotna matka, z pretensjami i żalem do całego świata i córka, która po latach zostaje sama. Wszystko podporządkowuje swojej matce i zaniedbuje własne życie osobiste.
Ale to nie działa w dwie strony. Dziecko często czuje, że jest zagrożone, gdy matka próbuje sobie ułożyć życie z kimś. Nie aprobuje czasu, który spędza z partnerem. Wiem, jak bardzo to jest przykre, gdy trzeba udowadniać, że nie jest się wielbłądem. Do tego dziecko często ma własne preferencje. Wiele razy słyszałam: jak znosisz takiego egoistę, co to za palant.
Janka poznałam, gdy była już za granicą. Wcale na początku nie była zadowolona. Bywało różnie. Ale teraz, gdy poznała własnego chłopaka, zaczęła patrzeć na sprawy inaczej. Zrozumiała sama, że jak się przychodzi do domu i tam jest pusto to nie jest najprzyjemniejszy stan na świecie. Że istnieje ktoś, kto jest dla mnie dobry i może pewnie być też i z tego powodu spokojna...ale do tego wszystkiego dochodzi się z czasem. Do tego też, że ona zawsze będzie miała u mnie miejsce nie do zastąpienia....
Subskrybuj:
Posty (Atom)