niedziela, 6 grudnia 2009

z dziećmi....

Nasze dzieci...Ludzie po 50 z reguły mają jakieś dzieci. Zwykle z poprzednich związków. My mamy razem czwórkę, ja jedną córkę a Janek 3 chłopców. Ułożenie sobie stosunków z dziećmi jest pewną sztuką.

W naszym wypadku dzieci już są dorosłe. Oprócz jednego małego synka. Trudno mi pisać o relacjach „sprzed” pomiędzy panami. Nie miałam kłopotów z tym, aby jego synowie traktowali mnie dobrze. Nawet maluszek, kiedyś Janek przywoził go od siebie do jego domu a po drodze spotkaliśmy się, przywitał się ze mną miło.

Jeden z jego synów mieszka za granicą. Podobnie jak moja córka. Rodzi to pewne problemy. Kiedyś myślałam, że będę bardzo cierpiała, gdy córka zechciałaby mnie opuścić. Wiedziałam, że samotność nie jest niczym przyjemnym, przez prawie 10 lat doświadczałam tego. Ale nigdy też nie myślałam, aby ją za wszelką cenę zatrzymać, gdy zachce dokonać innego wyboru.
Zawsze namawiałam ją do nauki języków. Ma zresztą talent w tym kierunku.
Kilka lat temu wyjechałyśmy razem na dwa lata. Uczyła się holenderskiego. Teraz mówi pięknie w tym języku, lubię słuchać jak radzi sobie, gdy gada siedząc w biurze do klientów.
Wyjechała na stypendium Sokratesa, potem zaczęła studiować sama, opłaciła sobie czesne. Teraz robi studia podyplomowe.

Uważam, że to, że radzi sobie sama jest wielkim szczęściem, również moim. Potrafi się utrzymać, opłaca swoje studia i mieszkanie. Teraz poznała chłopaka i wydaje mi się, że będzie dobrze i pozostaną ze sobą. Wiele mówi o nim dobrego. Są chyba szczęśliwi ze sobą, w Sylwestra go zobaczę, na razie widziałam go w kamerce.

Ale przecież ten blog nie jest po to, aby chwalić się dziećmi. Myślę, że mogłabym się podzielić moją koncepcją, co robić, aby zachowując radość ze swojego życia, nie zaniedbywać dziecka. I odwrotnie, żeby nie stać się niewolnikiem i zakładnikiem swojego dziecka.

Gdy zostałam sama, córka miała 16 lat. Wiek głupi, buntowniczy. Na wszystkich facetów reagowała dość alergicznie. Z perspektywy czasu nie mogę jej odmówić pewnej słuszności...hehe, żaden z facetów nie przetrwał próby czasu....

Zawsze chciałam być osobą niezależną, tak aby córka nie odczuwała tego, że ma jakiś moralny imperatyw, rezygnowania z własnego życia, aby zająć się matką. Znam takie układy samotna matka, z pretensjami i żalem do całego świata i córka, która po latach zostaje sama. Wszystko podporządkowuje swojej matce i zaniedbuje własne życie osobiste.
Ale to nie działa w dwie strony. Dziecko często czuje, że jest zagrożone, gdy matka próbuje sobie ułożyć życie z kimś. Nie aprobuje czasu, który spędza z partnerem. Wiem, jak bardzo to jest przykre, gdy trzeba udowadniać, że nie jest się wielbłądem. Do tego dziecko często ma własne preferencje. Wiele razy słyszałam: jak znosisz takiego egoistę, co to za palant.

Janka poznałam, gdy była już za granicą. Wcale na początku nie była zadowolona. Bywało różnie. Ale teraz, gdy poznała własnego chłopaka, zaczęła patrzeć na sprawy inaczej. Zrozumiała sama, że jak się przychodzi do domu i tam jest pusto to nie jest najprzyjemniejszy stan na świecie. Że istnieje ktoś, kto jest dla mnie dobry i może pewnie być też i z tego powodu spokojna...ale do tego wszystkiego dochodzi się z czasem. Do tego też, że ona zawsze będzie miała u mnie miejsce nie do zastąpienia....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz